Poniedziałek, 20 listopada 2017 r. | imieniny: Anatola, Rafała

Żeby nikt do nikogo nie miał pretensji. Z Tadeuszem Pitasiem - przewodniczącym Rady Nadzorczej Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Borzęcinie rozmawia Piotr Kania PDF Drukuj Email
Żeby nikt do nikogo nie miał pretensji. Z Tadeuszem Pitasiem - przewodniczącym Rady Nadzorczej Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Borzęcinie rozmawia Piotr Kania. gs- Jest Pan obecnie Przewodniczym  Rady Nadzorczej spółdzielni..
- Tak, jestem  Przewodniczącym Rady Nadzorczej Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Borzęcinie od 2006 roku. Funkcję tę sprawowałem także kilka lat wcześniej. Od 2006 roku próbuję zorganizować w GS takie życie gospodarcze, żeby ono miało sens funkcjonowania w tych trudnych czasach dla wielu gminnych spółdzielni. Podpowiadałem i proponowałem, aby trochę przekształcić naszą spółdzielnię, żeby nie zajmowała się tylko handlem, a z drugiej strony wprowadzić trochę innowacji znanych z prywatnego handlu. Próbowaliśmy szukać tanich dostawców, ale to jednak z perspektywy czasu nie pomogło spółdzielni. Po wejściu na rynek konkurencji – a jest to przecież kilka dużych supermarketów - jest coraz gorzej. Nie jesteśmy w stanie z wielu powodów konkurować z prywatnymi przedsiębiorcami.


- Kiedyś sklepy GS były często jednymi na obszarach gmin, a spółdzielczość miała się dobrze..
- Nasza spółdzielnia powstała 65 lat temu. Zakładały ją osoby z całej gminy. Warto wymienić tu kilka nazwisk, jak choćby: Tadeusz Kołodziej, Józef Bratko, Józef Curyło, Aleksander Stąsiek, Józef Siudut, Aleksander Czarny, Władysław Czuj, Józef Bogusz, Franciszek Niedojadło, Antoni Wolnik, Jan Knap, Franciszek Przewłocki, Józef Boraca, Stanisław Wyczesany, Antoni Rogóż, Jan Kułak, Jan Chmioła, Janina Pięta, Stanisław Bach, Stanisław Pudełek, Stanisław Jarosz Marian Kania, Genowefa Wręga ,Józef Kania, Helena Bach. Ci ludzie i wielu, wielu innych dbało o jej dobro przez cały okres funkcjonowania i myślę, że dzisiaj jest im ogromnie żal, widząc to, co dzieje się ze spółdzielniami, w tym i tą naszą w Borzęcinie. Ze smutkiem pewnie wszystkim przychodzi do głowy pomysł o rozwiązaniu działalności spółdzielni, która na przestrzeni tych lat zrzeszała ponad 1700 członków.
- Z tego co mi wiadomo, w maju odbyło się zebranie, na którym członkowie wyrazili zgodę na proces likwidacji spółdzielni..
- Zgadza się. Na tym zebraniu przedstawiliśmy aktualną sytuację finansową GS w Borzęcinie, która jest naprawdę bardzo trudna. W nawiązaniu do protokołu z lustracji działalności firmy w latach 2008-2010 złożyliśmy wniosek o likwidację spółdzielni, a walne podjęło jednogłośnie uchwałę w tej kwestii. Prawo spółdzielcze wymaga jednak, by walne zgromadzenie było powtórzone w tej kwestii. Na kolejne spotkanie zmobilizowali się obecni i byli pracownicy GS - którzy są członkami w spółdzielni - i opowiedzieli się za trwaniem spółdzielni.


- Trudno się dziwić obecnym pracownikom, bo z pewnością patrzą na sprawę z perspektywy zatrudnienia w GS..

- Niby tak. Problemem jest natomiast kondycja firmy. Małopolski Spółdzielczy Związek Rewizyjny w Krakowie wysłał do naszej rady nadzorczej i zarządu pismo, w którym stwierdził, że w latach 2008-2010 straty spółdzielni przekroczyły ponad 100 tysięcy złotych, a straty na działalności operacyjnej spółdzielni wyniosły blisko 360 tysięcy złotych. Sytuacja z długami powtarzała się w kolejnych latach. Zarząd odpowiedzialny również za realizację zaleceń pokontrolnych, które miały na celu poprawę rentowności i płynności finansowej spółdzielni, nie realizował ich. Nie poinformował o tym zarówno członków naszej organizacji, jak i MSZR w Krakowie. Co ciekawe, Zarząd mając to wystąpienie organu kontrolującego nie przekazał go członkom rady, choć do nas też to pismo było adresowane przez MSZR w Krakowie. Kilka tygodni temu zorganizowaliśmy walne zebranie członków, na którym zobowiązaliśmy zarząd do przedstawienia aktualnej sytuacji GS w Borzęcinie.


- Udało się coś dowiedzieć?

- Tak, poinformowano nas, że straty wyniosły do miesiąca października 114 tysięcy złotych. Prawdopodobnie jednak nie podano wszystkich zobowiązań, gdyż po sprzedaniu sklepu w Przyborowie środki w większości poszły na zapłacenie tych długów. Dziś sytuacja wygląda tak, że Zarząd sprzedał 2 sklepy w Przyborowie uzyskując z tej sprzedaży prawie 370 tysięcy złotych i prawie tych pieniędzy już nie ma. Poszły na koszty funkcjonowania spółdzielni, pensje, utrzymanie sklepów i wyrównanie strat. To tak wygląda, jakby każdy z 13 pracowników, jakich ma dziś spółdzielnia otrzymał po 15 tysięcy złotych premii za to, że firma przynosi straty. Mając to na uwadze, chciałbym się zwrócić z apelem do wszystkich członków, żeby na kolejnym walnym zebraniu zastanowili się nad funkcjonowaniem spółdzielni. Bo przecież spółdzielnia nie może zakończyć działalności w ten sposób, że pracownicy się rozejdą, a zostanie góra długów, której nie będzie miał kto spłacić, a wierzyciele będą na drodze sądowej domagać się zwrotu zaległych środków. Praca jeden miesiąc dłużej, trwanie na stanowisku i racja po mojej stronie to jeszcze nie wszystko. Są przecież rzeczy ważniejsze – uczciwość, sprawiedliwość, odejście z honorem, bez długów i przekleństw ze strony oszukanych. Dlatego trzeba poważnie zastanowić się nad tym, jak długo da się funkcjonować głównie dzięki wyprzedawanemu majątkowi. Przecież i on się niedługo skończy a zostaną tylko długi. Na dzień dzisiejszy nikt nie jest w stanie spółdzielni zbilansować, nie było wykonanej żadnej wyceny nieruchomości, które określałyby realną wartość majątku, a posiadany towar na półkach niekoniecznie musi znaleźć swoich nabywców. Może się okazać, że doliczając do obecnych długów koszty rozwiązania umów o pracę już dziś spółdzielnia całym majątkiem nie pokrywa wszystkich zobowiązań. Z każdym dniem sytuacja się jeszcze pogarsza. Może się okazać, że dziury bieżące pokryje się jeszcze przez krótki czas ze sprzedaży dostępnego majątku, ale za chwilę on się skończy i zostaną tylko długi. Dla przykładu, kiosk nr 1 za młynem w kierunku Borzęcina Dolnego ma za 9 miesięcy 16 tysięcy złotych strat. Wartość kiosku wyceniana jest na 1000-2000 zł. Kiosk blaszany w Łazach – strata ponad 13 tysięcy złotych, wartość kiosku to maksymalnie 3 tysiące złotych, mały sklep w Borzęcinie Dolnym przy szkole – 18,5 tysiąca złotych straty za 9 miesięcy. Gdyby nie 157 tysięcy złotych i 210 tysięcy za dwa sklepy w Przyborowie, to pewnie mielibyśmy 200 tysięcy złotych długu do zapłacenia.


- A nie ma jakiegoś sposobu na poprawę tej sytuacji i uratowanie spółdzielni?

- Niestety, nie ma żadnego pomysłu, za wyjątkiem wspomnianej wyprzedaży mienia na łatanie dziur powstałych z przynoszącej straty działalności.  Spółdzielnia dryfuje i nie ma pomysłu na to, co dalej.. Na dzień dzisiejszy zamknęliśmy sklep przemysłowy i wystawiliśmy na sprzedaż kiosk w Borzęcinie Dolnym. Przeceniliśmy towar ze sprzedanego sklepu w Przyborowie, ale wszystko leży, nikt nie chce kupować. Zostało nam jeszcze 3 kioski i 3 sklepy. Kiedyś prowadziliśmy 16 sklepów… Niestety, zarząd swoimi pomysłami na prowadzenie firmy nie wyszedł jeszcze z PRL-u. Co ciekawe, pani prezes na zebraniu mówi, że jest dobrze.


- Ludzie pewnie martwią się o swoje miejsca pracy…

- Pracownicy muszą zrozumieć, że w momencie, kiedy wszystko się już wyprzeda, a tego majątku - jak wspomniałem - nie ma już wiele, dojdziemy do jakiegoś punktu krytycznego, w którym spółdzielnia się nie zbilansuje. Z tego się zrodzą dla wszystkich poważne problemy. Pracownicy, którzy głosują za tym, żeby spółdzielnię utrzymać również będą odpowiadać za długi, bo są członkami spółdzielni. To są tak logiczne argumenty, że aż się dziwię, że ludzie ich nie przyjmują. Oczywiście likwidacja nie oznacza, że wszyscy pracownicy od razu odchodzą. Należy wszystkim wypłacić należne pensje, odprawy czy inne świadczenia. Kolejnym krokiem jest znalezienie firmy, która przejmie całą dokumentację a całe mienie spółdzielcze należałoby w jakiś sposób zagospodarować. Np. gmina mogłaby przejąć plac w centrum Borzęcina, na którym chce wybudować basen lub inny budynek, który służyłby społeczności gminy. O to wnioskował nawet wójt gminy. Przy okazji zasugerował, że jeżeli spółdzielnia zakończy swoją działalność w sposób możliwy do przyjęcia, bez ogromnych długów, to tych pracowników, którzy zostaną bez pracy postara się zagospodarować  – w miarę możliwości – przy otwieraniu nowych instytucji, np. Regionalnego Centrum Rehabilitacji i Pomocy Społecznej. Osobiście, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której sprzedaje się to prywatnemu przedsiębiorcy, który np. może tam urządzić sobie skup złomu lub inną działalność.

- W styczniu planowane jest kolejne walne zebranie członków spółdzielni..

- Tak i jeżeli w styczniu nie będzie woli ze strony zarządu i członków stowarzyszenia do likwidacji spółdzielni, złożę rezygnację. Nie będę odpowiadał za rzeczy, na które nie miał bym wpływu. Mam nadzieję jednak, że ludzie pomyślą i wybiorą rozsądek.
Share/Save/Bookmark
 
© 2011 Oficjalny Portal Gminy Borzęcin
designed by Mariusz Zawistowicz, Coded by Rafał Bakalarz

Zgodnie z Art.173 ust.4, pkt.3 informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym portalu, dostosowania ich do indywidualnych potrzeb każdego użytkownika, jak również dla celów statystycznych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszych serwisów internetowych, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies.
polityka cookies.

Akceptuje cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information