Wtorek, 18 drudnia 2018 r. | imieniny: Gracjana, Bogusława

Lucjan Kołodziejski: Wspomnienie o Ludwiku Staśce PDF Drukuj Email
Lucjan Kołodziejski: Wspomnienie o Ludwiku Staśce.

luucPrzed tygodniem na stronie internetowej Urzędu Gminy w Borzęcinie zamieściłem apel do mieszkańców w sprawie informacji związanych z II wojną światową. Opatrzyłem go zdjęciem młodego mężczyzny z Borzęcina, pracującego w obozie niemieckiej Służby Budowlanej (Baudienst). Niestety, nie wiedziałem kogo przedstawia z imienia i nazwiska. Jednak dzięki uzyskanym od Jana Kułaka informacjom, zidentyfikowałem go jako Ludwika Staśkę z Borzęcina Górnego - Starej Wsi. L. Staśko ma obecnie 94 lata i mieszka w Kanadzie.

Beata Staśko udostępniła mi z kolei jego wspomnienia z ucieczki do Kanady. Za zgodą właścicielki publikuję je poniżej.

17 lipca 1945 r. zostałem powołany przez RPU Tarnów do wojska. Trafiłem do 7 Pułku Zapasowego w Częstochowie. Potem do obozu przejściowego, skąd w czasie okupacji wywożono robotników na przymusowe roboty do Niemiec. W trzecim dniu pobytu uciekłem z koszar i kierowałem się w stronę domu. Przenocowałem na ulicy Siedmiu kamienic, za pudełko pasty do butów. Rano, po mszy św. w klasztorze, kupiłem na najbliższej stacji bilet do Ząbkowic. Do Katowic podróżowałem już na gapę, na dachu pociągu. Na dworcu było dużo bezpieki, a ja miałem ogoloną głowę. Na szczęście udało się pociągiem towarowym przyjechać do Biadolin. Sokista nie pozwolił mi przejść przez most na Dunajcu, bo nie posiadałem dokumentów, przespałem się więc w stodole i rano poszedłem do domu. Tato powitał mnie słowami „Mieliśmy z tobą kłopot za Niemców, będziemy mieć i teraz”.
W sierpniu zaczęła za mną chodzić policja wojskowa. Przyszli do sołtysa, z którego synem byłem w obozie niemieckim, a on potwierdził, że jestem w wojsku. Odwiedzili też moją ciotkę, ona zaprzeczyła jakobym był w domu. Postawiła im wódkę na dowód, że mnie nie ma, bo gdybym był, już byłaby wypita. Żandarm kazał mi powtórzyć, żebym się nie zgłaszał przed 5 września. We wrześniu pojechałem na Opolszczyznę, a po Wszystkich Świętych przeszedłem granicę koło Prudnika. Wynająłem się tam do roboty u rolnika, podczas siewu uciekłem. Chciałem się dostać do Prudnika, gdzie byli jeszcze Amerykanie. Niestety, zostałem zatrzymany przez policję czeską. Tłumaczyłem, że idę do dziewczyny poznanej na robotach. Jako potwierdzenie dałem im adres brata Janka, który pracował w fabryce konserw rybnych. Nie dostałem jednak przepustki, odwieźli mnie do granicy i czekali, aż przejdę z powrotem do Polski. Straszyli, że zabiją mnie jak psa. Po tym pojechałem na Śląsk, do Pawłowic, gdzie mieszkał Ignacy Czaja z Borzęcina. Znalazłem pracę w cukrowni, jako strażnik przemysłowy. W lipcu wróciłem do Borzęcina, zająłem się handlem tytoniem.
28 lutego 1947 r. ogłoszono amnestię. Skorzystałem, ujawniłem się i zostałem zdemobilizowany na rozkaz Ministra Obrony Narodowej. We wrześniu znów pojechałem na Śląsk, do pracy w kopalni. Poznałem tam Franza, który trudnił się kontrabandą. Postanowiłem to wykorzystać, zapłaciłem mu 5 tys. zł i wyruszyliśmy w stronę Zgorzelca. 6 listopada nad ranem byliśmy na przedmieściach Goerlitz. Potem dostaliśmy się do Plauten i w stronę linii demarkacyjnej. Franz narysował mi plan przekroczenia granicy i rozstaliśmy się. Miałem trudności, ale w końcu odszukałem opisaną rzekę Saal. Przekroczyłem granicę. Idąc nocą zorientowałem się, że pomyliłem kierunek. W pobliskim domu dowiedziałem się, że jeszcze kilometr i byłbym z powrotem w strefie rosyjskiej. Rano, w Ambergu zgłosiłem się do komendanta obozu. Pytał mnie o zaświadczenie z więzienia. Nie wiedziałem o co chodzi. Potem mnie poinformowali, że po odbyciu „kary” otrzymywało się kartę DP, na podstawie której można było się wszędzie poruszać, emigrować do wszystkich krajów. Takich jak ja przyjmowała tylko Francja i Belgia. Wyjechałem więc do Francji, przeszedłem pomyślnie badania, wizytę na policji i w biurze pracy i zatrudniłem się u farmera. Bał się, żebym nie uciekł i nie wyrobił mi dokumentów. Dostałem je dopiero jak odjeżdżałem, po 11 miesiącach. Pracowałem jeszcze w Mirabell i Peigne, gdzie spotkałem siostry Kijak z Borzęcina. Dopiero tam, dzięki pomocy gospodarza, który był wójtem i posłem prowincjonalnym udało mi się załatwić wszystkie dokumenty, by wyemigrować do Kanady. Tak też się stało, wyjechałem 16 września 1951 r. W Kanadzie mieszkam do dziś. Całą podróż odbyłem z różańcem w ręku. (Ludwik Staśko, 2014 r.)

Serdecznie dziękuję mieszkańcom Borzęcina Górnego: Beacie Staśko i Janowi Kułakowi za podzielenie się swoją wiedzą.

Lucjan Kołodziejski

Share/Save/Bookmark
 
© 2011 Oficjalny Portal Gminy Borzęcin
designed by Mariusz Zawistowicz, Coded by Rafał Bakalarz

Zgodnie z Art.173 ust.4, pkt.3 informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym portalu, dostosowania ich do indywidualnych potrzeb każdego użytkownika, jak również dla celów statystycznych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszych serwisów internetowych, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies.
polityka cookies.

Akceptuje cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information