Sobota, 24 sierpnia 2019 r. | imieniny: Bartłomieja, Malwiny

Tygodnik Do Rzeczy: Prosto, do ludzkich serc PDF Drukuj Email
Tygodnik Do Rzeczy: Prosto, do ludzkich serc.

okladkaZawartość tej książki określa jej podtytuł: „Zapiśnik 1988, 2013-2018”, choć może powinna poprzedzać go jeszcze jedna data – 1979, kiedy to autor, dokładnie 17 stycznia zapisał: „Moje trzydzieste drugie urodziny. Wchodzę w wiek Chrystusowy, jutro zacznę trzydziesty trzeci rok”. To bowiem tymi zdaniami, pochodzącymi z – jak dowiadujemy się – niewysłanego listu, rozpoczyna się „Stan miłosny...przerywany” Józefa Barana, poety, po którego pierwszych wierszach (debiutował w roku 1969) jeden z najbardziej wymagających krytyków polskich – Artur Sandauer – napisał, że „trafia on swoją liryką prosto do ludzkich serc”.

Urodzony w podkrakowskim Borzęcinie, krajan Mrożka, młodszy od niego o osiem lat, Józef Baran wieloma tomami wierszy, a i piosenkami pisanymi m.in. dla Starego Dobrego Małżeństwa i grupy Pod Budą, zapracował sobie na wyjątkową pozycję w naszej literaturze, a przecież trudno się oprzeć wrażeniu, że ani w części nie dorównuje ona tej, którą przypisuję się np. Adamowi Zagajewskiemu. Rzecz w tym, że w Krakowie w latach 70. pierwszemu bliżej było do grupy poetyckiej Tylicz (choć formalnie do niej nie należał), mającej swoich mistrzów w osobach Gałczyńskiego czy patronującego im Harasymowicza, niż do nowofalowców z Zagajewskim i Kornhauserem, którzy najpierw „w fabrykach udawali smutnych rewolucjonistów”, a potem ogłosili „Świat nie przestawiony”, gdzie orzekli, kto jest dobry, a kto zły, i tego, ponoć, należało się trzymać. Baranowi widocznie bardziej jednak zależało na odbiorze jego poezji przez normalnych czytelników, bo pisał swoje, a że salonów, gdzie frukta są dystrybuowane, unikał, to a, jak ma. Dalej jednak utrzymuje – sądząc po „Zapiśniku” – że „flirt poezji z polityką kończy się często poronieniem”.

Nie znaczy to, że Józef Baran po olimpijski dystansuje się od tego, czym wszyscy żyjemy. Dlatego w maju 2015 r. tak komentował trwającą kampanię przed wyborami prezydenckimi i odbywające się właśnie debaty kandydatów: „Młody waleczny kogut i stary, nieco wyliniały, lecz walczący nieustępliwie o prawo do swoich terenów łowieckich – tur. Wygra zapewne młody, choć w debacie za bardzo deklamatorski i ściśnięty gorsetem pisowskim, dlatego w turnieju na słowa nieznacznie może przegrał. Ale naród oczekuje zmiany, więc możliwe, że jednak wybory niedzielne wygra młodszy (skądinąd zięć Julka Kornhausera, poety mojego pokolenia). Ciekawe, co teść na to wszystko. Obie debaty ogląda się jak mecz Real – Barcelona, choć pojedynek na słowa nie ma finezji gry Messiego i Ronaldo. Sercem jestem za Dudą, choć rozsądek wskazywałby na starego prezydenta, szczególnie w czasach, gdy trzeba prowadzić mądrą politykę wschodnią, nie wymachiwać szabelką przed nosem Putina. Jednak nie jestem w stanie tolerować na dłuższą metę tego jowialnego pyszałka. Prasa niemiecka napisała o nim, że ma charyzmę nauczyciela szkoły średniej tuż przed emeryturą”.

Józef Baran opowiada w „Zapiśniku” o swoich spotkaniach i podróżach, ocenia lektury, snuje wspomnienia, zdaje też relację z tego, co najtrudniejsze – walki z chorobą, walki o życie. Mimo naturalnych skłonności do aforystyki, a i widocznie ochoty do posłużenia się żartem czy anegdotą, by obniżyć napięcie kumulujące się w zdaniach spływających na papier, za groszu tu podlizywania się czytelnikowi czy mrugania do niego okiem. Nieprzypadkowo zauważa: „Dowcipny Słonimski nigdy nie śmiał się z cudzych żartów. Bardzo charakterystyczne dla pewnego rodzaju przemądrzałych dowcipnisiów”.

Osobiście sprawił mi Józef Baran ogromną radość, przypominając w swoim „Zapiśniku” osobę i twórczość Bogdana Madeja, zmarłego w 2002 r. i, co stwierdzam ze smutkiem, zapomnianego prozaika, autora „Maści na szczury”, jednej z ważniejszych książek z doby PRL, zresztą po raz pierwszy wydanej – jak na ważną książkę tamtego czasu przystało – w Paryżu. W „Stanie miłosnym...” pisze Baran o Madeju, publikuje też dwa jego listy o literaturze polskiej i trudnym miejscu, w którym znalazła się w obliczu tego, co nazywamy transformacją ustrojową czy jakąkolwiek inną. Listy jak najbardziej aktualne.

I wreszcie najważniejsze. Kolejne zapiski inkrustowane są wierszami autora „Zapiśika’. Wróć...To złe słowo. Wiersze te są niezbywalną, a może i najważniejszą częścią jego mądrej książki.

Krzysztof Masłoń (Tygodnik Do Rzeczy Nr 28/330, 8-14 lipca 2019)

Więcej: https://tygodnik.dorzeczy.pl oraz w papierowym wydaniu gazety.

Share/Save/Bookmark
 
© 2011 Oficjalny Portal Gminy Borzęcin
designed by Mariusz Zawistowicz, Coded by Rafał Bakalarz

Zgodnie z Art.173 ust.4, pkt.3 informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym portalu, dostosowania ich do indywidualnych potrzeb każdego użytkownika, jak również dla celów statystycznych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszych serwisów internetowych, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies.
polityka cookies.

Akceptuje cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information