Środa, 18 września 2019 r. | imieniny: Stefanii, Irmy

WITEK Józef (1872 - 1954)
WITEK Józef (1872 - 1954).
Ksiądz Filipin (Cor). Wskrzesiciel placówek Księży Filipinów w Gostyniu, Studziannie i Poznaniu-Śródce. Reformator Kongregacji Tarnowskiej. Funkcję przełożonego w trzech domach Księży Filipinów pełnił przez 31 lat. Należał do najwybitniejszych członków Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri.

Urodził się 12 lutego 1872 roku w Borzęcinie w zamożnej rodzinie chłopskiej jako piąty z jedenaściorga dzieci. Jego rodzice to Józef Witek i Anna z domu Pudło. Tutaj też rozpoczął edukację w trzyklasowej szkole, w której uczyło trzech nauczycieli. Po ukończeniu szkoły ludowej kontynuował naukę w ośmioletnim gimnazjum w Tarnowie, jednym z najlepszych w Galicji. Był to zbyt wielki próg dla chłopca z wiejskiej szkoły, ponieważ powtarzał klasę pierwszą, co wynika ze świadectw za pierwsze półrocze klasy pierwszej oraz ze świadectwa maturalnego. Mimo tych niepowodzeń nie załamał się i w 1893 roku złożył egzamin dojrzałości. W tym samym roku odkrył w sobie powołanie kapłańskie i wstąpił do Seminarium Duchownego w Tarnowie. 29 czerwca 1897 roku przyjął świecenia kapłańskie z rąk Biskupa Ignacego Łobosa.

Po święceniach rozpoczął pracę duszpasterską w diecezji jako wikariusz. Pierwszą jego palcówką były Wierzchosławice, gdzie przebywał od 3 sierpnia do 20 września 1897 roku. Miejscowy proboszcz ks. Józef Franczak w kronice parafialnej wyraża o nim bardzo pochlebną opinię: „Miłe wspomnienia mu się tu należą jako kapłanowi ze wszechmiar godnemu i znającemu wysokie stanowisko stanu kapłańskiego". Z Wierzchosławic przeszedł do Podegrodzia, gdzie pracował od 20 września 1897 roku do 20 lutego 1898 roku. Z Podegrodzia został przeniesiony do Bochni, która była jego ostatnią placówką jako księdza diecezjalnego.

Od pierwszego przyjazdu do Tarnowa miał bezpośredni kontakt z filipinami. Oni to w znacznej mierze otaczali duchową opieką gimnazjum, które znajdowało się przy tej samej ulicy. Te m.in. czynniki miały wpływ na jego dalszą decyzję. 9 maja 1898 roku został przyjęty do Kongregacji Gostyńskiej w Tarnowie.

Od samego początku zabrał się do intensywnej pracy duszpasterskiej. Pierwszym jego zajęciem była popołudniowa nauka katechetyczna oraz pomoc ks. Janowi Łukowskiemu w pracy przy Towarzystwie Sług św. Zyty. Po śmierci ks. Łukowskiego przejął pieczę nad Towarzystwem ciesząc się tam ogromną popularnością. Prowadził katechezy w gimnazjum, szkole przemysłowej i wśród terminatorów. Inna forma pracy z młodzieżą to działalność w „Sokole". W Kongregacji pełnił prawie wszystkie funkcje: był bibliotekarzem, kustoszem kościoła, prefektem, rewizorem rachunków. 30 stycznia 1918 roku przyjął urząd ministra i przez dziewięć miesięcy piastował tę funkcję.

Kiedy ks. Witek wstąpił do Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri w Tarnowie, nie było żadnej nadziei na powrót filipinów na dawną placówkę do Gostynia (Wielkopolskie). Kongregacja Gostyńska w Tarnowie, poza oficjalną nazwą, nie miała nic wspólnego ze Świętą Górą. Starsi księża, którzy pamiętali Świętą Górę, po nieudanych próbach jej odzyskania, nie mieli już ochoty i siły, by starać się o powrót. Młodszych nie przyciągała ta placówka, ponieważ jej nie znali i nie mieli ochoty opuszczać rodzinnych stron. Po śmierci ks. Bogusława Królikowskiego w 1912 roku, który był ostatnim księdzem wypędzonym ze Świętej Góry, wydawało się, że nie ma już szans na powrót Kongregacji do Gostynia. Tak się nie stało, bo iskra nadziei powrotu tliła się w sercu księdza Witka, który Gostyń mógł znać co najwyżej z opowiadań lub kronik.

Nadszedł rok 1918. Kościół polski wracał do pełnej swobody w odrodzonym państwie, a Wielkopolska wróciła do Polski. Nadszedł więc odpowiedni moment dla filipinów, aby wskrzesić działalność na Świętej Górze. Tej to właśnie szansy postanowił nie zmarnować ówczesny przełożony ks. Witek. W lutym 1919 roku napisał list do prymasa Polski arcybiskupa Edmunda Dalbora, w którym jako superior jedynego domu filipińskiego w Polsce, prosi o zezwolenie księżom filipinom na powrót do Gostynia.

W tym czasie w Warszawie odbył się Kongres Biskupów Polskich, na którym prymas spotkał się biskupem tarnowskim Leonem Wałęgą. Biskup przywiózł ks. Witkowi pomyślną wiadomość, wraz ze zezwoleniem od prymasa. Przed wyjazdem ojciec superior zwołał sesję generalną, na której powiedział m.in: „Z chwilą wcielenia na powrót Wielkiego Księstwa Poznańskiego do Polski, odżyły nieprzedawnione nigdy prawa Kongregacji tarnowskiej jako dalszego ciągu Kongregacji Gostyńskiej do odbioru z powrotem: kościoła, klasztoru i majątku przekazanego wolą śp. Fundatorów dla XX Filipinów".

Na sesji generalnej ojciec superior nie spotkał się jednak ze zbyt wielką aprobatą ze strony współbraci. Księża tarnowscy byli zbyt zaabsorbowani pracą duszpasterską w Tarnowie i nie przywiązywali do Gostynia zbyt wielkiej wagi. Prośba ks. Witka o pomoc w przyjęciu domu gostyńskiego pozostała u współbraci bez echa. Gotowość wyjazdu wyraził jedynie ks. senior Mateusz Muchowicz liczący już 58 lat.

Do Poznania jechali przez Częstochowę, gdzie ks. Witek udał się na Jasną Górę prosić Matkę Najświętszą o pomoc w tym trudnym dziele. 27 marca 1919 roku przyjechali do Poznania, a dwa dni później zostali przyjęci na audiencji u prymasa, który zgodził się na powrót księży filipinów do Gostynia. Uprzedził jednak, że za jego zgodą stacjonuje w klasztorze Wojsko Polskie oraz mieszka kapelan ks. Franciszek Olejniczak. 30 marca 1919 roku wyjechali do Gostynia, gdzie zastali bardzo serdecznie przyjęci. Zwiedzili kościół i klasztor będące w nie najlepszym stanie oraz bibliotekę. Potem omówili z dotychczasowym opiekunem ks. Olejniczakiem szczegóły dotyczące przejęcia obiektów, złożyli wizytę proboszczowi w mieście oraz siostrom szarytkom i udali się w drogę powrotną do Tarnowa.

Po odmowie wyjazdu przez innych księży, ks. Witek został kolejny raz osamotniony w swoich poczynaniach, tymczasem sprawa Kongregacji rozwijała się pomyślnie. Ks. Olejniczak w porozumieniu z arcybiskupem Dalborem zaprosili filipinów do szybkiego objęcia Świętej Góry. Na sesji generalnej 24 maja 1919 roku postanowiono wysłać do Gostynia ks. Witka wraz z ks. Muchowiczem.

Ksiądz Witek sam wyjechał do Gostynia. Święta Góra, jak wspomniał później, świeciła pustkami. Po przyjeździe złożył wizyty miejscowym księżom, staroście oraz inteligencji, chcąc przypomnieć o istnieniu Oratorium św. Filipa. Tymczasem zbliżał się dzień 8 czerwca, w którym przypadały Zielone Święta - największym odpust na Świętej Górze. Na ten dzień ks. Witek zaplanował uroczyste i oficjalne objęcie Świętej Góry przez Kongregację Oratorium św. Filipa Neri po 43 latach nieobecności. Później powiedział, że, „miał to być pierwszy urzędowy występ filipinów po półwiekowym wygnaniu". Cały czas pisał do Tarnowa raporty o działalności na Świętej Górze.

Gdy zorientował się, że nie może liczyć na pomoc młodszych kapłanów z Tarnowa, prosił listownie ks. seniora Muchowicza o pomoc, który przybył na Świętą Górę, jednak z powodu wielkiej tęsknoty za Tarnowem, powrócił tam. Ks. Witek również bardzo tęsknił, co po wyjeździe ks. Muchowicza jeszcze bardziej się potęgowało. Zastanawiał się co robić, czy to wszystko ma sens, czy lepiej będzie zrezygnować ze Świętej Góry. Rzekomo chciał wyjechać do Tarnowa, aby się upewnić czy nie ma możliwości liczenia na pomoc współbraci, ale właściwie był przekonany, że jest to już wyjazd na stałe. Z trudem przyszło mu rozstanie ze Świętą Górą, gdy zdał sobie sprawę, że może już tu nie wrócić. Wspominał: „wyjeżdżając z Gostynia może po raz pierwszy w życiu w pociągu płakałem, że muszę opuszczać, może na zawsze ten piękny nasz posterunek".

Po powrocie do Tarnowa okazało się, że żaden z księży nie miał ochoty pojechać z nim na Świętą Górę. Na sesji generalnej 22 lipca 1919 roku księża zrzekli się Gostynia i wysłali list do arcybiskupa Dalbora o rezygnacji z palcówki. Ks. Witek jednak nie daje za wygraną. Po dwóch dniach wypoczynku, modlitwie i ponownym przemyśleniu problemu, urzeczony Świętą Górą, postanowił sam wrócić na placówkę.

24 lipca 1919 roku wysłał list do Róży Jackowskiej - siostry urszulanki w Poznaniu, w którym prosił, aby udała się w jego imieniu do prymasa i oznajmiła, że on zdecydował się wrócić. Arcybiskup Dalbor zaprosił go do natychmiastowego objęcia Świętej Góry. W międzyczasie załatwiono problem Gostynia z ojcami redemptorystami z Tuchowa, którzy zdecydowali się objąć tę placówkę. Na sesji generalnej 19 sierpnia oficjalnie zgodzono się na ponowny wyjazd ks. Witka. Dwa dni później, wraz ze Stanisławem Rygielskim, którego zabrał do pomocy, przyjechali do Gostynia. Od tego dnia, po kilkudziesięcioletniej przerwie, rozpoczęła się oficjalna działalność Kongregacji św. Filipa Neri na Świętej Górze.

Na początku Kongregacja borykała się z wieloma trudnościami, przede wszystkim gospodarczymi. Klasztor był w ruinie i mieszkał w nim nadleśniczy - Niemiec Stahl, do którego należał ogród, a jego zwierzęta zajmowały budynki gospodarcze. „Byliśmy jak mysz w pudle" - napisał później ks. Witek. W klasztorze mieszkał wspomniany już były gospodarz Świętej Góry - ks. Olejniczak z własną kuchnią i pensjonatem liczącym kilku chłopców, co utrudniało zagospodarowanie budynku. Wszelkie wydatki związane z utrzymanie klasztoru musiał ks. Witek pokrywać z własnych oszczędności. Dopiero we wrześniu zwrócił się do komisarza majątku kongregacyjnego - St. Szczanieckiego, który dał mu zapomogę. Po usunięciu leśniczego Kongregacja zyskała dostęp do ogrodu i zabudowań gospodarczych. W grudniu ks. Olejniczak opuścił klasztor. „Kongregacja jest niepodzielnym panem kościoła, klasztoru i ogrodu" - wspominał później ks. Witek

25 sierpnia 1919 roku prymas Polski wysłał do władz państwowych w Poznaniu pismo informujące „że XX Filipini, wypędzeni w czasie tzw. <kulturkampfu> przez rząd pruski, z klasztoru gostyńskiego, wrócili w tych dniach do Gostynia, że do nich odtąd zarząd kościoła i klasztoru należy". W liście prymas informuje także, że przełożonym jest ks. Józef Witek oraz oświadcza, że filipini przybyli z Tarnowa są prawowitymi następcami zgromadzenia wypędzonego przez rząd pruski.

Dobiegał końca rok 1919, trudny dla ks. Witka, a jednocześnie bardzo owocny dla niego i dla odrodzonej Kongregacji świętogórskiej. Ciągle jednak był otwarty problem przejęcia majątków filipińskich, które rząd pruski wydzierżawił Niemcom. Mimo decyzji o przejęciu nieruchomości przez Kongregację, ministerstwo zwlekało, a zabudowania wymagały jak najszybszego remontu, na co były potrzebne fundusze. W styczniu 1920 roku sytuacja uległa diametralnej poprawie. Chęć wstąpienia do Kongregacji wyraził ks. Hozakowski - kanonik kapituły poznańskiej. Okazało się, że jego uczeń ks. Noryśkiewicz, jest nowo mianowanym szefem w Urzędzie ds. Wyznań, więc sprawę majątku załatwiono w kilkanaście dni. Po wypełnieniu wszystkich warunków, majątek oficjalnie przekazano Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri na Świętej Górze. W czasie spotkania z urzędnikami na Świętej Górze, ks. Witek powiedział: „Filipini stąd wypędzeni mieli aureolę męczeństwa jako ofiary przemocy niemieckiej, podczas gdy ja tu mam rolę okupanta, ale musiałem spełnić ten święty obowiązek". Ks. Witek wraz z ks. seniorem M. Muchowiczem zaledwie kilka miesięcy pracowali sami. Już w 1920 roku do Kongregacji Gostyńskiej wstąpili nowi członkowie pochodzący również z diecezji tarnowskiej.

Trzech księży uczyło w gimnazjum, inni zaś oddani byli całkowicie pracy duszpasterskiej i to zarówno na Świętej Górze, jak i w okolicznych parafiach. Taki stan trwał do wyborów 21 października 1924 roku, kiedy skierowano prośbę o erekcję domu tarnowskiego. Przełożonym ponownie został ks. Witek. Po wydaniu aktu odbyły się ponowne wybory w których wybrano przełożonym dla Gostynia ks. Witka, a dla Tarnowa ks. Mroza. Niektórzy z księży gostyńskich kontynuowali naukę. Ks. Tabor i ks. Krawczyk studiowali w Poznaniu, natomiast ks. Szczerbiński w Belgii. Pobyt ks. Szczerbińskiego za granicą miał wielki wpływ na losy ks. Witka na Świętej Górze. Ks. Szczerbiński wrócił w 1927 roku tak urzeczony oratoriami włoskimi i francuskimi, że na ich wzór próbował reorganizować wspólnotę gostyńską. Usiłował Kongregacji nadać większy rozmach, zaprowadzić pewne zwyczaje i porządek na wzór oratorium francuskiego. Młody świętogórski narybek planował nieco inny styl życia filipińskiego aniżeli tradycyjny, przeniesiony z domu tarnowskiego, przy równoczesnej pewnej niechęci do ks. Witka, który mimo że był oddany całą duszą idei filipińskiej, wydawał się być nieco autokratycznym, tym bardziej że miał poczucie dużych zasług dla Oratorium. Ten fakt doprowadził do konfliktu pomiędzy ks. Witkiem a młodszymi księżmi. Starsi księża doradzali ks. Witkowi, aby jako superior wyciągnął konsekwencje wobec nieposłusznych młodszych księży. Ostatecznie ks. Witek ustąpił i nowym przełożonym został ks. Władysław Służałek. Ks. Witek widząc młodzieńczy zapał oraz gorliwą pracę młodszych księży uznał, że lepiej będzie jeśli to on zrezygnuje z urzędu przełożonego. W księdze protokołów sesji z 29 sierpnia 1927 roku czytamy: „Ks. Józef Witek zrezygnował uroczyście z przełożeństwa, dając władzę zwoływania sesji ks. seniorowi Muchowiczowi, a prawa tymczasowego przełożeństwa ks. Służałkowi". Sam zaś wybrał się na dwumiesięczny urlop, aby zregenerować siły i poprawić nadwątlone zdrowie.


Ks. Witek w odzyskanie Świętej Góry włożył część swojego życia, poniósł wiele ofiar, dużo wycierpiał. Mimo początkowego osamotnienia i niezrozumienia, trwał na trudnej placówce, potrafił nawet zrezygnować z funkcji przełożonego, co nie było rzeczą łatwą. Po zakończeniu czynności prawnych związanych z przejęciem Świętej Góry, zabrał się do solidnej pracy nad odremontowaniem i zagospodarowaniem obiektu. Obok ziemi i lasów wraz z tartakiem oddano filipinom przeszło milion marek w gotówce. Okazało się jednak, że w związku z szybką dewaluacją, suma ta jest jeszcze zbyt mała na solidny remont. Ks. Witek zaciągnął więc pożyczkę w Banku Spółek Zarobkowych w wysokości półtora miliona marek polskich. Szybka dewaluacja pozwoliła tę pożyczkę spłacić już w ciągu roku. Remont kościoła i klasztoru wymagał jednak ciągle nowych nakładów finansowych. W związku z tym, dowiedziawszy się o możliwości wzięcia pożyczki państwowej z ulgą w podatkach skorzystał z tej okazji. Zaciągnął więc drugą pożyczkę również w wysokości półtora miliona marek polskich. Środki te pozwoliły mu kontynuować remont generalny.

Założył wodociągi, przygotował łazienkę w klasztorze. Poprzerabiał i przyzwoicie urządził pokoje, wyremontował refektarz, kuchnię i pralnię, a także mieszkania w oficynach dla przybyłych z Dębicy ss. Służebniczek. Zmodernizowano drogę i kupiono kilka nowoczesnych maszyn do obróbki drewna. Odnowa klasztoru była dla okolicznych mieszkańców wielkim dobrodziejstwem, bo prócz posługi duszpasterskiej, mieli możliwość zarobku.

Po rozwinięciu działalności ks. Witek nie spoczął na laurach, lecz postanowił rozszerzyć działalność filipinów na całą Polskę. Jego marzeniem było odzyskać dawne miejsca działalności filipińskiej w Polsce, a więc: Poznań-Śródkę i Studziannę. W kwietniu 1923 r. rozpatrywano projekt ks. Witka dotyczący objęcia Śródki. Uchwalono, że może zacząć czynić starania. W 1924 r. biskup włocławski Stanisław Zdzitowiecki zaproponował mu parafię w Zduńskiej Woli, jednak nie zgodzili się na to inni księża Kongregacji. Mimo wszystko nie zrezygnował z planów powiększenia liczby domów filipińskich i czynił wszystko, aby doprowadzić do wskrzeszenia Studzianny.

Wiele pracy i wysiłku włożył w przygotowanie i rozwój konwiktu na Świętej Górze, który został otwarty już w 1920 r. Warunki lokalowe umożliwiły przyjęcie zaledwie 20 chłopców, a potrzeby były znacznie większe. Zaabsorbowani tym problemem księża Kongregacji zaplanowali zbudowanie nowego budynku gimnazjum. Wysłano nawet księży na studia, aby zapewnić kadrę nauczycielską i sporządzono plany nowego gmachu. Przeciwnikiem tego projektu okazał się jednak perspektywicznie myślący ksiądz Witek, który przekonał współbraci, że budowa byłaby zbyt kosztowna, tym bardziej że budowano gimnazjum w mieście. Argumentował, że lepiej będzie dołączyć się do jego budowy. Propozycję przyjęto

Biskup Stanisław Łukomski zasugerował Kongregacji budowę nowego konwiktu w Poznaniu obok katedry i obiecał pomoc, ale na skutek trudności finansowych pomysł nie doczekał się realizacji. Kongregacja nie mając innego wyjścia, czyniła wszystko by powiększyć działalność konwiktu na Świętej Górze i do maksimum wygospodarować ilość pomieszczeń dla konwiktorów. W sumie zwiększono liczbę chłopców przyjętych do konwiktu do 45.

Jak wcześniej wspomniano, księża tarnowscy stanowili wspólnotę pod nazwa Kongregacji Gostyńskiej. Z chwilą kiedy ks. J. Witek wskrzesił Świętą Górę, zastanawiano się, co zrobić z kościołem i domem w Tarnowie. Czy zlikwidować dom, kościół oddać diecezji, a przebywających tam księży ściągnąć do Gostynia, czy też pozostawić tam w dalszym ciągu funkcjonującą cząstkę Kongregacji Gostyńskiej? Ks. Witek, zgodnie ze swoim planem rozszerzenia Kongregacji w Polsce, zdecydował się na drugie rozwiązanie. Pozostawienie domu tarnowskiego, który przeżywał dotkliwy kryzys finansowy, łączyło się z wieloma wydatkami. Trzej księża przebywający w Tarnowie we wrześniu 1922 roku przesłali mu następujący memoriał: „Zebrani na sesji nadzwyczajnej w dniu 4 bm. deputaci Kongregacji tarnowskiej przesyłają na ręce przewodniczącego ks. Józefa Witka, prepozyta w Kongregacji Gostyńskiej, zapytanie, czy Kongregacja w Tarnowie ma nadal istnieć, czy będzie zawieszona, o czym tylko wspólnota może zadecydować". W odpowiedzi na to pismo Święta Góra zobowiązała się do stałej pomocy księżom tarnowskim.

Biskup Władysław Krynicki - wizytator klasztorów w Rzeczypospolitej Polskiej - poradził ks. Witkowi, aby postarał się o erekcję domu w Tarnowie. Ten ustosunkował się przychylnie i upoważnił ks. Franciszka Mroza stojącego na czele domu w Tarnowie do przedstawienia projektu biskupowi tarnowskiemu Leonowi Wałędze. Po udzieleniu zgody na erekcję, ks. Witek, jako przełożony obydwóch domów, skierował prośby do Stolicy Apostolskiej. Myślał już o zawarciu unii domów filipińskich, bo nie chciał aby domy rozdzieliły się poprzez akt erekcyjny. Na sesji generalnej Kongregacji 21 października 1924 roku ks. Franciszek Mróz przedstawił projekt unii duchowej dwóch domów, który przyjęto.

21 września 1924 roku Stolica Apostolska, przysłała na ręce biskupa Wałęgi reskrypt zezwalający na erekcję nowej Kongregacji Księży Filipinów w Tarnowie. Biskup tarnowski upoważnił do wydania dokumentu erekcji ks. Witka, ponieważ erekcja mogła być dokonana pod warunkiem, że Święta Góra zobowiąże się nadal utrzymywać materialnie dom tarnowski. 16 lutego 1925 roku Ks. Witek wydał akt erekcyjny domu tarnowskiego, a 21 lutego 1925 roku aprobował go biskup Wałęga. Od tej chwili rozpoczęły działalność dwa domy z przełożonymi: ks. Witkiem w Gostyniu i ks. Mrozem w Tarnowie. Ks. Witek zaczął także czynić starania o zorganizowanie unii innej niż unia duchowa ks. Mroza. Idei tej jednak nie udało mu się zrealizować; uczynił to dopiero w 1931 roku ks. Mróz, który został wybrany generalnym przełożonym. Ks. Witek jako członek Rady Generalnej napisał w swoich wspomnieniach: „I Bóg w łaskawości pod naciskiem krzyżów tego dokonał, na co od początku trąbiłem, czego się od konfratrów dopraszałem i o się najgoręcej modliłem, bo na własnej skórze doświadczyłem słabizny autonomii pojedynczych domów. Na moje wołanie nie reagowali, a ks. Mróz imieniem Tarnowa zawsze oświadczał, że wystarczy unia duchowa, a nie potrzebna rzeczywista. Kiedy wszystko się rysowało, wtedy o unii pomyśleli ci, co jej najwięcej byli przeciwni - zatem od Pana to się stało".

Księża filipini ze Świętej Góry wyjeżdżali do różnych parafii, gdzie głosili rekolekcje i misje. Trzech księży uczyło w gimnazjum przedmiotów humanistycznych. Wiele uwagi poświęcała Kongregacja młodzieży. W wakacje urządzano w klasztorze letniska dla chłopców z kresów zachodnich, podczas których uczono ich „dobrej wymowy języka polskiego i obudzenia patriotyzmu". Dużo miejsca poświęcała kongregacja działalności charytatywnej. Punktem kulminacyjnym pracy duszpasterskiej była uroczysta koronacji cudownego obrazu Matki Bożej 24 czerwca 1928 roku.

Podsumowują działalność ks. Witka, trzeba podkreślić wielkość jego osobowości. To przecież dzięki jego działalności księża filipini pracują na Świętej Górze. Gdy ukończył dzieło życia, zamiast zbierać laury swojej pracy, zszedł ze sceny Świętej Góry jako superior. Stał u boku w czasie wielkich uroczystości koronacyjnych obrazu, aż z czasem zupełnie opuścił Gostyń.

Wydawałoby się, że ks. Witek odszedł ze Świętej Góry załamany i zrezygnowany nie widząc dla siebie innej funkcji prócz urzędu przełożonego. Okazało się jednak, ze tak nie było. To odejście rozpoczyna nową kartę jego życia. Uwidacznia się jego determinacja do wskrzeszania starych placówek filipińskich. Miał teraz mniej obowiązków i więcej czasu, więc całkowicie poświęcił się kolejnej, tym razem skasowanej przez zabór rosyjski, placówce filipińskiej. To Studzianna w diecezji sandomierskiej, o której myślał już od 1920 roku. I to działanie zakończyło się powodzeniem. 24 lipca 1929 roku w Sandomierzu została zawarta umowa pomiędzy biskupem Piotrem Kubickim a ks. J. Witkiem o przejęciu Studzianny. Od tego czasu rozpoczęła się znów intensywna praca ks. Witka jako superiora i stróża kolejnego sanktuarium maryjnego, która trwała 21 lat. Tam również 29 czerwca 1947 roku obchodził wraz ze swoim kolegą ks. Michałem Recem z Tarnowa jubileusz 50-lecia kapłaństwa.

Przez cały okres pracy w Studziannie głęboko był przywiązany do Świętej Góry, co uzewnętrzniło się dwa lata po jego jubileuszu kapłaństwa. 29 maja 1949 roku napisał list do przełożonego Świętej Góry, w którym czytamy m. in. „21 lat przełożeństwa mandat w Studziannie dzierżyłem. Obecnie ten ciężar włożyłem na ks. Kokocińskiego, a sam by mu ułatwić, chcę się uchylić i wyjechać do Gostynia (...). Spodziewam się, że Kongregacja Gostyńska locum nie odmówi".

31 maja tego roku na Kongregacji generalnej superior Józef Witek oficjalnie składa rezygnację z urzędu prepozyta i wikariusza aktualnego motywując ją: „podeszłym wiekiem i pragnieniem spokojniejszego życia". Na sesji wysunął jeszcze jedną prośbę, aby pozostawiono mu jeszcze tytuł i honory do dnia wyjazdu na Świętą Górę. Kongregacja prośbę księdza jubilata przyjęła. Tymczasem ks. Wł. Służałek wysyła list ze Świętej Góry do ks. Jubilata, wyrażając w nim w imieniu Kongregacji Gostyńskiej zgodę na przyjazd pisząc m. in. „Dla najstarszego Kapłana Kongregacji - Jubilata, który pierwszy przyczynił się do objęcia naszego klasztoru świętogórskiego, zachowujemy uczucia należnej czci i uznania za Jego pracowitość i poświęcenie". Po otrzymaniu listu ojciec jubilat postanowił opuścić Studziannę, nie życząc sobie uroczystego pożegnania.

W Gostyniu, mimo podeszłego wieku, służył jeszcze wielką pomocą zarówno w pracy kaznodziejskiej, jak i w konfesjonale. W zimie 1954 roku w 82 roku życia i w 57 roku kapłaństwa złożyła go choroba, która poważnie nadwątliła serce. W niedzielę 4 kwietnia 1954 roku rano znaleziono go martwego w łóżku. Uroczystości pogrzebowe, którym przewodniczył superior świętogórski ks. Jan Rataj, odbyły się 7 kwietnia. Spoczął w podziemiach kościoła świętogórskiego, dla którego tak się zasłużył.

Próba krótkiej charakterystyki postaci:

Ks. Józef Witek - wysoki, sporej tuszy, niespożytego zdrowia, silnych nerwów, smakosz, ale i dobry pracownik na niwie pańskiej, człowiek z dużymi ambicjami, ale i z dobrotliwym sercem, inteligentny, kulturalny i oczytany, gościnny i lubiący bywać we dworach i plebaniach. Lekarz badający go w młodych latach przed wstąpieniem do seminarium stwierdził, że jest: „zupełnie zdrowy i zdolny do pełnienia w przyszłości funkcji kapłańskiej". Również późniejsze lata wskazują, że miał zdrowie, godne pozazdroszczenia i wspaniały apetyt. Jedynie w ostatnich latach miał kłopot z nogami, ale nigdy nie narzekał.

Był to kapłan szlachetny i zasłużony, człowiek „trzech epok": Polski pod zaborem, okresu międzywojennego i wojennego oraz powojennego, stykający się z księżmi i ludźmi, duszpasterzami z trzech dzielnic: galicyjskiej, poznańskiej i Kongresówki; dwóch warstw i tradycji: ziemiańskiej i proletariacko-chłopskiej, a nawet mieszczańskiej; interesujący się polityką z pozycji konserwatywnych, z brakami w dziedzinie uspołecznienia. Odznaczał się pracowitością w duszpasterstwie.

Już w młodości uwidoczniła się siła charakteru, która z biegiem lat jeszcze bardziej się scementowała. Zdobył maturę, o której wielu jego kolegów pochodzenia chłopskiego nie mogło nawet marzyć. Te cechy ściśle zazębiały się z pracowitością. Mimo wielu zajęć związanych z remontami nowo przejętych obiektów oraz organizacją życia nowych domów, potrafił jeszcze znaleźć czas na wyjazdy z rekolekcjami i misjami. Najlepszym tego dowodem niech będzie fakt, że mając prawie 80 lat odważył się jeszcze pojechać do odległego Bytowa w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, gdzie w okolicy głosił kazania i spowiadał.

Kolejna cecha jego charakteru to skłonność do rządzenia. Księża pamiętający ks. Witka mówią, że był autokratą. Bardzo prawdopodobne, że było to związane z długoletnim, aż 31 letnim, pełnieniem funkcji przełożonego w trzech domach. Posiadał dużo dobroci i ojcowskie serce. Cenił bardzo posłuszeństwo i nie znosił oporu. Chcąc jednak uniknąć nieporozumienia z młodszymi konfratrami na Świętej Górze, potrafił zrezygnować z funkcji przełożonego, dając pole do popisu młodym kapłanom, co było szlachetnym gestem z jego strony. Nieco gorzej było z jego talentem organizacyjnym. Cechą dodatnią rekompensującą ten brak było to, że innym pozostawiał dużą swobodę w działaniu.

Ksiądz Witek pracował jako wikariusz w trzech parafiach, w których pochlebnie wyrażano się o nim jako o kapłanie. Również po wstąpieniu do Kongregacji Filipinów w Tarnowie od samego początku gorliwie zabrał się do pracy duszpasterskiej. Jako kapłan był człowiekiem opanowanym, bardzo inteligentnym, oczytanym, odznaczał się dużą kulturą i prawie aż do końca bystrym i świeżym umysłem. Był dobrym kaznodzieją, zwłaszcza w młodszym okresie. Po okolicznych parafiach jeździł z rekolekcjami i misjami świętymi.

Na pierwszy plan wysunęła się jego gorliwość duszpasterska. Mimo rozlicznych zajęć jako przełożony, w wielu zgromadzeniach sióstr był spowiednikiem. Jeśli chodzi o życie wewnętrzne, to nie zostawił po sobie żadnych notatek duchowych. Ks. Władysław Nater wspomina, że „żadnego rozmyślania nigdy nie opuścił, był punktualnym w wykonywaniu regulaminu". To krótkie zdanie najlepiej wskazuje na harmonię jego wnętrza. Pierwszy zjawiał się kościele. Chętny do posług duszpasterskich we własnym środowisku i w okolicy. Nie celował w umiejętności organizowania i budownictwa, ale przypilnował, aby te sprawy były załatwiane. Nie ulega wątpliwości, że należał do najwybitniejszych członków Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri i że Oratorium wiele mu zawdzięcza. Ci, co go znali stawiają go w szeregu wybitnych, zasłużonych, autentycznych filipinów polskich i chylą przed nim głowy w modlitwie.


Na podstawie pracy Krzysztofa Górskiego „Ks. Józef Witek jako wskrzesiciel Świętej Góry" powstałej w tarnowskim Wydziale Teologicznym Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz wspomnień ks. Władysława Natera Cor i ks. Mariana Gosa

opracował Józef Olchawa

Share/Save/Bookmark
 
© 2011 Oficjalny Portal Gminy Borzęcin
designed by Mariusz Zawistowicz, Coded by Rafał Bakalarz

Zgodnie z Art.173 ust.4, pkt.3 informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym portalu, dostosowania ich do indywidualnych potrzeb każdego użytkownika, jak również dla celów statystycznych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszych serwisów internetowych, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies.
polityka cookies.

Akceptuje cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information