Piątek, 22 września 2023 r. | imieniny: Maurycego, Tomasza
Tygodnik TEMI: Jesteśmy spadkobiercami chłopek PDF Drukuj Email

Xerox Scan 01092023080009Popularnością wśród czytelników cieszy się książka Joanny Kuciel-Frydryszak „Chłopki. Opowieść o naszych babkach”. Na początku sierpnia zajmowała 1. miejsce na liście bestsellerów Bonito.pl, a redakcja Magazynu Literackiego KSIĄŻKI uznała ją za Książkę Czerwca 2023. W obszernej publikacji znalazły się elementy związane z regionem tarnowskim, a konkretnie z Borzęcinem. Stało się to za sprawą historyka Lucjana Kołodziejskiego, dokumentującego dzieje miejscowości. Autorka kontaktowała się z nim przygotowując publikację. Z kronikarzem Borzęcina rozmawia Marek Kołdras.

Marek Kołdras: Zanim Joanna Kuciel Frydryszak oddała głos kobietom, aby opowiedziały o swoim życiu, musiała przeglądnąć wiele wspomnień, archiwów, korespondencji i fotografii. Część z nich miała od Ciebie. Jak wyglądała ta współpraca?

Lucjan Kołodziejski: Autorka nawiązała ze mną kontakt pytając, czy posiadam materiały związane z dawnymi mieszkankami wsi. Odpowiedziałem, że mam fotografie i korespondencję emigracyjną. Wysłałem jej kopie kilku zdjęć i listów, pisanych z Kanady do Borzęcina. Bo dla mnie pępkiem świata jest Borzęcin, a pasją odkrywanie życia ludzi - największego bogactwa tej ziemi. Od 30 lat gromadzę materiały i wiele osób się ze mną kontaktuje. Była tu np. profesor Eliyana Adler z Uniwersytetu Stanowego w Pensylwanii, zbierająca materiały na temat postrzegania pamięci żydowskiej. Joannie Kuciel Frydryszak przesłałem chyba 6 stron, poświęconych emigracji do Kanady Wiktorii Kuliś. Napisała do mnie później, że wydaje książkę. Poprosiłem o publikację z jej dedykacją. No i patrzę, a tam jeden rozdział - piąty - zatytułowany „Tam lepi w nocy jak tu w dzień” jest oparty o te materiały. Choć autorka jako dokładna i dociekliwa dokumentalistka je poszerzyła. Udało się jej nawiązać kontakt z rodziną autorki listów, Mirosławą Białek. Umożliwiło to pokazanie emigrantki jako wyjątkowej kobiety, która wyjechała z biednej Galicji, ubogiej wsi Borzęcin, poznała w Kanadzie przyszłego męża i miała tam dzieci. Okazała się kobietą przedsiębiorczą, która odniosła sukces. W rejonie, gdzie trafiła, była pierwszą kobietą poszukiwaczką rudy żelaza, a potem złota. Książka opowiada o niej, ale też o innych silnych kobietach, reprezentując taki nurt, można powiedzieć, feministyczny w literaturze.

MK: No tak. Chociaż są tu praktycznie same prawdziwe historie, to bardziej wielogłosowy reportaż. Ty w swojej działalności zajmujesz się dokumentowaniem życia ludzi. Czy takich kobiet szczególnych, silnych jak Wiktoria Kuliś było więcej?

LK.: Trudno mi spojrzeć na temat przez pryzmat ich indywidualnych losów. Można powiedzieć, że często - czy to w roli emigrantek czy nawet na miejscu - kobietom było trudniej. Mężczyzna po prostu pracował. Natomiast kobiety pracowały w polu, rodziły i wychowywały dzieci i często dbały o całą rodzinę. Były takie, które miały dziesięcioro, piętnaścioro czy nawet dwadzieścioro dzieci. Właśnie opracowuję materiał dotyczący drugiej połowy wieku XIX na temat spisów kościelnych. Tam pojawiają się te kobiety, często biorące na barki ciężar utrzymania domu. Żyjące w małżeństwach nie z miłości, a z woli ojca. Wiążące rodziny. Jak mówi borzęcińskie przysłowie: kobieta jest trzema węgłami utrzymującymi dom, a mężczyzna czwartym. I tu była ta praca ogromna. Np. żeby wysłać do szkół pierwsze pokolenie po zniesieniu pańszczyzny. Tam chłopcy się głównie dostawali, kobiety nieco później. Ale 28 % emigrantów zarobkowych z Galicji to były kobiety. Wyjeżdżały przede wszystkim panny, na saksy, do Francji czy do USA, a później do Kanady.

MK: W Borzęcinie Dolnym też wtedy powstała szkoła.

LK: No tak, na archiwalnych zdjęciach widać, jak kobiety bez butów mieszają beton. Ciężko pracowały, bo chciały dać synom, córkom to, czego same nie miały. Awans społeczny przez wykształcenie, choć pełen wyrzeczeń, stał się realny. Początkowo najbardziej dostępne były takie profesje jak nauczyciel i ksiądz. Rzadziej zdarzali się prawnicy czy wojskowi.

MK: Czy zgadzasz się z założeniem, które powraca na kartach Chłopek, że miarą wartości tych kobiet było bycie przydatną, także, a może przede wszystkim, w kontekście macierzyństwa?

Bohaterki Chłopek to harujące od świtu do nocy gospodynie, folwarczne wyrobnice, mamki pracujące w bogatszych gospodarstwach. Marzą o własnym łóżku, butach i staniu się „panią”. Modlą się o posag, by nie zostać wydane za morgi. Dwoją się i troją, by wyżywić rodzinę. Autorka oddała im głos, aby opowiedziały o swoim życiu. Jak napisała w recenzji Joanna Kos-Krauze „Nie zrozumie nikt współczesnej Polski, społecznych napięć i historii własnej rodziny bez zrozumienia tego, co opisała Joanna Kuciel-Frydryszak. Tej mieszaniny krzywdy od kołyski i heroizmu aż po grób. Wstrząsający obraz nieludzkiej męki codziennego życia, poniewierki, biedy, upokorzenia naszych babek i prababek. Na zegarze historii to przecież było wczoraj, dlatego siedzi w nas tyle demonów i buntu…” Podobne są opinie czytelniczek, zamieszczane w sieci. Jedna z nich, Anna Szerszeń, napisała: Mega!!!! To powinna być obowiązkowa lektura szkolna w liceum, aby każdy zrozumiał, że „Chłopi” Reymonta to lukrowaną wersja życia 75% obywateli Polski. (…)Ta lektura pozwala zrozumieć odchodzące pokolenia i spojrzeć z podziwem na postęp, jaki stał się udziałem kobiet w Polsce.

LK: Wciąż wiele kobiet realizuje się przez macierzyństwo. Choć nie jest już tak wielodzietne. Tak, jak pisała Sabina Jakubowska w swoich Akuszerkach, wiele dzieci umierało. Czy podczas porodu, czy niewiele później. Bo warunki były niezwykle prymitywne. I rzeczywiście znaczenie kobiety w środowisku rosło, gdy była matką. Choć cały system był oczywiście patriarchalny. Jak widać w dokumentach to ojciec czy maż spisywał testament, a w nim przydzielał np. kobiecie izbę na dożywocie czy dwa zagony pola. Dominowały gospodarstwa karłowate. Gdy zmarła matka, mąż z dziećmi sobie nie radził. Są przykłady mężczyzn z Borzęcina, którzy kolejne dzieci mieli z trzema żonami. Funkcjonowanie gospodarki bez kobiety było nie do udźwignięcia. Choć wdowa miała lepszą sytuację, bo mogła decydować kogo poślubi, a nie kogo jej wybiorą. Rodzina podporządkowana była roli, a tę miłość chłopa do ziemi widać było jeszcze w pokoleniu moich rodziców. Szczególnie podczas żniw, zwózki siana. Kobiety pracowały od wczesnych godzin rannych przygotowując jedzenie, planując dzień między domem a polem. A potraw nie kupowano w sklepie, tylko trzeba je było wytworzyć np. żur przez obróbkę zboża.

MK: Dzisiejszy Borzęcin znacznie mniej różni się od miasta niż przed laty.

LK: Pochodzę z pokolenia, za życia którego dokonała się rewolucja. Od kosiarki do kombajnu. Od pasania krów w dzieciństwie, do zredukowania liczby gospodarstw rolnych we wsi do kilku. Od tego, że niedziela po południu to był dla kobiety jedyny czas wolny, po współczesne wyjazdy do Egiptu czy na Chorwację. Kiedyś udział we mszy w niedzielę często oznaczał konieczność dzielenia się butami z innymi członkami rodziny. Jestem świadkiem zaniku wielu tradycji, obrzędów związanych choćby z weselem. Zdrowy chłopski rozsądek sprawiał, że mieszkańcy wsi patrzyli na korzyści. To powodowało, że w drugiej połowie XIX wieku właściwie na wsi nie było antysemityzmu. Jak była społeczność żydowska, to odbywał się handel. Chłop wiedział, że może coś z tego mieć. Trochę ten duch wsi się przejawiał też w ruchu ludowym, ale po drugiej wojnie światowej został właściwie zniszczony przez komunizm. Dziedzictwem tego systemu jest spora awersja do jakichkolwiek partii politycznych na wsi.

MK: Tymczasem tradycyjna wieś jest wciąż w znacznym stopniu idealizowana.

 

Z listu Wiktorii Kuliś do rodziców 16.08.1928r.

(…) Gospodarz ma 62 roki, a jego żona – 54, a jeszcze tak wyglądają jak u nas ludzie na 35 lat. Mają dwie i pół farmy. W jednej jest 165 morgów, 10 koni, 8 krów, cielęta, maszynerie wszystkie. Ma co jeść. Co tylko chcę to jem. I szperkę i kiełbasę w każdy dzień i mleko, masło, śmietanę sama sobie biorę. Każdy musi jeść. Bo jak nie to go do roboty nie przyjmą. Nie martwcie się o mnie. Jest mi dobrze i wesoło. Jest gramofon, w każdy wieczór grają nam. Choć mam wszystko, ale zawżdy jedno na myśli – Kochani Mamusiu i Tatusiu.

Wieś jest trochę rustykalna, postrzegana przez zapach zbóż, siana, a nie np. obornika. Parząc od drugiej strony to jest jednak praca, pot i ogromny wysiłek. Bo wieś była w postaci powojennej jakby zakonserwowana przez ten ustrój. I od kiedy pojawiła się demokracja czy wolny rynek, to szybko nadrabia zaległości. Choć przecież wciąż tradycyjna wieś posiada wiele wartości, czasami nieuświadomionych. I właśnie na nich warto budować. Pokazywać zalety i osiągnięcia ludzi z tego środowiska. Jestem w Borzęcinie nauczycielem historii, zaplecze kulturowe moich uczniów jest często mniejsze, niż w mieście. Nie ma tu teatrów czy kina. Wakacje z dzieciństwa też kojarzą mi się ze żniwami. Ale również z potem, kurzem, ciężką pracą. Dlatego zmian kulturowych na wsi nie postrzegam jak zagrożenia, lecz szansę. Np. obecnie widać trend do wzmacniania roli kół gospodyń wiejskich często odwołujących się do tradycyjnych potraw czy obrzędów. Prowadzę taki cykl spotkań przyjaciół biblioteki. Tutaj też widać, że kobiety mają większe potrzeby kulturowe, czy dotyczące sfery sacrum, niż mężczyźni. 80% uczestniczących w tych spotkaniach to panie, które chcą czegoś się dowiedzieć, czy podzielić się doświadczeniami ze wspólnych wycieczek.

MK: Dziękuję za rozmowę

Źródło: TEMI nr 34/2023, 23 sierpnia 2023 r. str 15

Share/Save/Bookmark
 
© 2011 Oficjalny Portal Gminy Borzęcin
designed by Mariusz Zawistowicz, Coded by Rafał Bakalarz

Zgodnie z Art.173 ust.4, pkt.3 informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym portalu, dostosowania ich do indywidualnych potrzeb każdego użytkownika, jak również dla celów statystycznych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszych serwisów internetowych, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies.
polityka cookies.

Akceptuje cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information